sobota, 16 października 2010

The Hurt Locker. W pułapce wojny



Reżyseria: Kathryn Bigelow

Pozwólcie, że opis filmu skopiuję ze strony filmweb.pl.
James (Jeremy Renner) obejmuje dowództwo nad oddziałem wykwalifikowanych specjalistów w czasie trwania poważnego konfliktu. Zaskakuje swoich podwładnych decyzjami, które sprawiają, że wydaje się, że śmierć jest mu obojętna. W czasie gdy żołnierze próbują okiełznać swojego nieprzewidywalnego dowódcę, irackie miasto, w okolicach którego stacjonują, pogrąża się w chaosie.

Moja recenzja jest tu.

wtorek, 12 października 2010

Za wszelką cenę



Reżyseria: Clint Eastwood

Frankie Dunn (Clint Eastwood) prowadzi klub, w którym trenuje świetnych bokserów. Jego przyjacielem jest Scrap (Morgan Freeman), któremu towarzyszyl podczas jego ostatniej walki. Pewnego razu w klubie pojawia się 30-letnia Maggie Fitzgerald (Hilary Swank), która wie co chce w życiu osiągnąć, jej pasją jest boks. Pragnie trenować u Frankiego, ten jednak nie chce, bo nigdy nie trenowal kobiet, a w jej wieku to nie ma szans na zrobienie kariery. Więc pomaga jej Scrap, aż w końcu Frankie też zmieni zdanie.

Recenzja tu.

sobota, 2 października 2010

OTO JEST GŁOWA ZDRAJCY / A Man For All Seasons

Byłam bardzo ciekawa tego filmu, chociażby z tego powodu, że zdobywając Oskara w roku 1967 pokonał fasynujący i dzisiaj " Kto się boi Wirginii Woolf" a za temat obrał sobie życie św. Tomasza Morusa. Historia Henryka VIII i jego sześciu żon była i pozostaje fantastycznym materiałem dramatycznym dla literatury i sceny, a obecnie niezwykle  popularny serial  "Tudorzy"  korzysta zeń pełnymi garściami. Rozważania na temat  przyczyn odejścia Anglii od kościoła rzymskokatolickiego stoją zwykle na drugim planie, a autorzy chętnie koncentrują sią na postaci króla zatroskanego brakiem dziedzica, seksualnie niespełnionego czy opętanego chęcia władzy abolutnej niezbyt do końca przejmując się faktami historycznymi.

Nie w tym filmie. Tytułowy "Człowiek na każdą porę roku" (tak brzmi orginalny tytuł filmu, przejęty dosłownie i w niemieckim tłumaczeniu) to św.Tomasz Morus ( Thomas Moore) i to wokół jego życia toczy się ta adaptacja sztuki teatralnej Roberta Bolta. Sam Henryk VIII  pojawia sią tylko raz i jako gość - w królewskim przepychu i z orszakiem, olśniewający, władczy, pragnący przekonać swojego gospodarza  Morusa do swoich nowych  planów małżeńskich. Dla posiadania dziedzica gotów jest unieważnić swoje małżeństwo z Katarzyną Aragońską, niepewien "Boskiej słuszności" związku z wdową po własnym bracie. Wsparcie Morusa miałoby wielkie znaczenie i moralne i polityczne. Niestety, przy oficjalnym powitaniu król wysiadając z łodzi zanurza się w błocie aż po kostki i mimo, że zmieszanie pokrywa  jowialnym śmiechem, to jego zabrudzone buty symbolicznie dyskredytują go (najbardziej we własnych oczach) w dyskusji z Tomaszem., w której  panowie mimo okazywanego sobie szacunku ostatecznie nie uzyskują porozumienia. Dla Tomasza Morusa dyspensa papieska rozwiewa wszelkie wątpliwości co do "Boskiej słuszności" królewskiego małżeństwa, toteż niezadowolony król decyduje się na wczesniejszy odjazd.
Historyczną  zagadką pozostaje decyzja Henryka VII mianowania niedługo później  Morusa  kanclerzem Anglii. Tomasz nominację przyjął i dzisiaj  możemy tylko spekulować, czy każdy z nich miał nadzieję przekonać drugiego do własnego stanowiska. Kiedy trzy lata później Henryk obwoła się głową Kościoła, Tomasz zrezygnuje z godności kanclerza i będzie unikać jakichkolwiek oficjalnych deklaracji. Przymuszony do podpisania  aktu sukcesyjnego zawierającego sformułowania stawiające Henryka ponad papieża odmówi, za co zostanie ostatecznie skazany na karę śmierci. Jego płomienna przemowa w sądzie jest punktem kulminacyjnym filmu.

I właśnie na dysputach i argumentacjach słownych opiera się ten film, z dzisiejszego punktu widzenia skonstruowany niemalże statycznie. Filmy współczesne budują emocje dużo bardziej za pomocą obrazów i gestów  pozostawiając słowom rolę celnych sformułowań czy puent. I chociaż sloganem reklamowym "Oto jest głowa zdrajcy"  było zdanie: "jego milczenie miało większą siłę niż wszelkie słowa", nie należy go absolutnie odnosić do samego filmu :)
Dylemat sumienia, ingerowanie instytucji politycznych w sprawy wiary, czy istytucji religijnych w systemy polityczne w czasach braku rozdziału państwa od Kościoła są tutaj pokazane bez jakiejkowiek demagogii i myślenia białoczarnego, a autorzy stawiają  uniwersalne pytanie, czy  milczenie wobec zła jest jednoznaczne z cichą zgodą nań i przyzwoleniem.

Swietna lekcja historii i etyki. Gorąco polecam.

Oskary za najlepszy film, reżyserię, główną rolę męską, scenariusz,  kostiumy, zdjęcia, (podobny obfity deszcz nagród Bafty i Złotego Globu) są jak najbardziej zrozumiałe, chociaż rozumiem  rozczarowanie miłośników Antonioniego (kandydował do nagrody za najlepszą reżyserię za "Zbliżenie" w tym samym roku) czy właśnie "Kto się boi Wirginii Woolf". Tak to jest z Oskarami...

Do rozmowy zapraszam też na bloga: http://moje-pemberley.blogspot.com/

poniedziałek, 20 września 2010

Stąd do wieczności (1953), reż. Fred Zinnemann

Recenzja tutaj.

"The Hurt Locker. W pułapce wojny" 2010

W tym roku Akademia przyznała Oscara za najlepszy film obrazowi w reżyserii Kathryn Bigelow. Nie był to z resztą jedyny Oscar jaki The Hurt Locker otrzymał. Zdobył on jeszcze pięć statuetek w tym również za reżyserię właśnie.

Wojna w Iraku. Dowództwo nad oddziałem saperów obejmuje sierżant James. W porównaniu ze swoim poprzednikiem jest on raczej nieobliczalny i często zaskakuje podwładnych swoimi poczynaniami. Wydaje się, że James zbytnio nie przejmuje się ryzykiem towarzyszącym jego pracy i dość lekko podchodzi on do swoich obowiązków.

Już na samym początku mogę powiedzieć, że The Hurt Locker oglądało mi się bardzo dobrze. Na pewno jest to ciekawy film, ale że na tyle wyjątkowy, żeby zdobyć Oscara za najlepszy film, to tego bym nie powiedziała. Co mi się podobało, to sposób w jaki ten obraz trzyma cały czas napięcie. Nie ma tutaj widowiskowych potyczek, strzelania czy akcji, a mimo to nie nudziłam się ani przez moment, ponieważ świetnie pokazane są kolejne sceny rozbrajania bomb czy pocisków. Co również mi się podobało, to to, że w filmie tym właściwie nie ma jednej linii fabularnej - cała historia to jakby zlepek, ale dobrze zrealizowany, epizodów z "normalnych" dni żołnierzy z jednostki saperów i ich akcji w terenie. Sposób filmowania, nieco w stylu dokumentu, często z bliskimi kadrami, pozwala widzowi na poczucie współuczestniczenia w tych akcjach i jednocześnie poznania głównych bohaterów, szczególnie sierżanta Jamesa. I to właśnie ukazanie głównego bohatera, jako człowieka uzależnionego od adrenaliny i tym samym od wojny jest tym, co wyróżnia ten film od innych obrazów wojennych. James potrafi zaryzykować nie tylko swoje życie, ale również życie swoich kolegów, po to tylko by poczuć choć trochę napięcia.
Ogólnie mówiąc The Hurt Locker jest filmem ciekawym, dobrze zrealizowanym, nieco innym od większości filmów wojennych. Ale według mnie na Oscara w kategorii najlepszy film roku nie zasługiwał.

czwartek, 16 września 2010

"Rebeka"



O Hitchocku się słyszało. Ale jak do tej pory na słyszeniu się kończyło. Bardzo się więc cieszę, że miałam okazję zobaczyć jego film z 1940 - „Rebekę”. Tym bardziej, że był to seans zdecydowanie udany.

Każdy kto szuka tajemniczej, pasjonującej, przesiąkniętej grozą, niesamowitej i wciągającej historii, dobrze zrobi, jeśli obejrzy „Rebekę”. To niezwykły film z mroczną tajemnicą w tle. Z pewnością nie horror, ale wydarzenia mogą wydać się niepokojące. Trochę jakby powieść gotycka (w końcu to ekranizacja książki Daphne du Maurier) w filmowym wydaniu. Nie mogę się oprzeć skojarzeniom z „Jane Eyre”, a gdy weszłam na angielską Wikipedię okazało się, że nie jestem w tym odosobniona.

Młoda i uboga dziewczyna wychodzi za mąż za bogatego pana de Winter. Wkrótce zamieszkuje w jego wielkiej i pięknej posiadłości Manderley. Nasza bohaterka jest wyjątkowo nieśmiała, nieporadna i naiwna, a więc odnalezienie się na nowym miejscu sprawia jej wiele kłopotu. Tym bardziej, że domem zarządza nieprzyjemna i demoniczna pani Danvers, która wprost uwielbiała poprzednią żonę pana de Wintera – Rebekę. Druga pani de Winter czuje się ze wszech stron atakowana uwagami o doskonałości i urodzie Rebeki. Zaczyna myśleć, że nie dorasta jej do pięt, a jej mąż tak naprawdę kochał tylko pierwszą żonę...

To połączenie romansu, filmu grozy i kryminału. Dodajmy, że bardzo udane połączenie. Historia jest dobrze napisana i tego bardzo interesująca. Laurence Olivier w roli Maxima de Wintera był trochę drewniany, ale można to przeboleć. Film ma swoją klasę, styl i wielki urok. Ta ostatnia cecha jest też na pewno ściśle związana z faktem, że „Rebeka” jest czarno-biała, a ja przecież ogromnie lubię czarno-białe filmy.

„Rebeka” bardzo mi się podobała, oglądało mi się wprost wspaniale. Szkoda, że nie czytałam wcześniej książki. Muszę nadrobić.

sobota, 11 września 2010

"Ojciec chrzestny" - The Godfather 1972


W epickim arcydziele Francisa Forda Coppoli możemy podziwiać Marlona Brando w nagrodzonej Oskarem roli patriarchy rodu Corleone. Coppola z rozmachem kreśli portret sycylijskiego klanu w Ameryce, w chwilach wzlotów i upadków, po mistrzowsku ukazując zarówno prywatne życie rodziny, jak i ciemne interesy, w jakie się zaangażowała. Oparty na bestsellerowej powieści Mario Puzo, wspaniały film z wielkimi kreacjami Ala Pacino, Jamesa Caana i Roberta Duvalla otrzymał dziesięć nominacji do Oskara i zdobył trzy statuetki, w tym za film roku 1972.


Recenzja moja w całości Tutaj :)